Strona korzysta z plikow cookie w celu realizacji uslug zgodnie z Polityka prywatnosci.

Mozesz okreslic warunki przechowywania lub dostepu do cookies w Twojej przegladarce lub konfiguracji uslugi.

Strona Główna Witaj na stronach niepiję.pl dawniej niepije.net
Forum wsparcia, dla osób uzależnionych i współuzaleźnionych od alkoholu.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: azull
Czw Sie 06, 2020 19:28
minąłem ostatni próg... nie ma już powrotu... cieszę się
Autor Wiadomość
bodziu 
Bloger


Pomógł: 5 razy
Wiek: 54
Dołączył: 26 Mar 2010
Posty: 1386
Wysłany: Śro Kwi 08, 2020 18:54   

... teraz chciałbym trochę o swoim synu... niestety w ciąż pije. Raz pracuje raz nie, coś tam daje matce na utrzymanie a reszta do przepicia...Nawet często mu brakuje bo córka pisze mi od czasu do czasu i przysyła skriny z rozmów gdy próbuje nią manipulować i wyłudzić jakieś pieniądze. Ostatnio proponował 50 złotych za pożyczenie 10-ciu złotych...Cholewcia, jest lepszy niż Provident...tylko w drugą stronę. Dzięki Bogu moje córki są odporne na takie gierki...a on wciąż próbuje...posługując się nawet swoją córką, robiąc z siebie ofiarę i męczennika. No i żeby już było jak z rasowym alko przystało to wydaje pieniądze których jeszcze nie zarobił... Na przykład już w niedzielę planował ze zorganizuje imprezę urodzinową w piątek 10-tego kwietnia ...Ale że jego własna córeczka miała właśnie w niedzielę 3-cie urodziny już nie wspomniał. Jego ojciec miał tydzień wcześniej urodziny też nie wspomniał... Ale oczywiście celebrował...dobry powód żeby się napić...a nazajutrz kolejny powód bo tęskni do córki...ale życzeń nie złożył...prezentu nie kupił...pieniążków nie wysłał bo przepił... A dzisiaj już tego wszystkiego nie pamięta. Zbliża się piątek...kasę której jeszcze nie zarobił musi oddać... więc główkuje jak to zagrać żeby było na urodziny...
Przyznam że to co odczuwam obserwując go nie mieści się w żadnych miarach i nawet dla mnie nie do końca jest zrozumiałe... Czasami chce mi się po prostu śmiać, czasem płakać, czasem jest mi to obojętne...i sam nie wiem jeszcze co... złość, bezsilność, rezygnacja, litość, współczucie, miłość, nienawiść... Adam się ze mnie śmieje że powinienem się cieszyć że mam takie urozmaicenie... Ja wiem ze on tez to przezywa i tak próbuje mnie wspierać...
Wdzięczny jestem za to ze jest przy mnie... I bardzo współczuję byłej żonie że musi się z nim męczyć. Na dodatek jej mąż tez za kołnierz nie wylewa i strasznie lubi doradzać wszystkim, zwłaszcza jak się napije. Jedno dobre w tym wszystkim ze mąż mojej byłej żony jest w Norwegii a nie w Polsce. Nie wiem jak by to wyglądało gdyby miała dwóch pijących pod jednym dachem....

pogody ducha...
_________________
" nigdy nie wzniesiesz się ponad to, czemu nie chcesz spojrzeć w oczy"
 
     
bodziu 
Bloger


Pomógł: 5 razy
Wiek: 54
Dołączył: 26 Mar 2010
Posty: 1386
Wysłany: Wto Kwi 14, 2020 02:07   

Dobry wieczór...

Święta święta i po świętach... Tyle zamieszania przed i trochę po...Ale mogę powiedzieć że to był dobry czas. Niby sami w domu ale tak naprawdę tyle rozmów przeprowadziłem z bliskimi mi osobami że nawet mam wrażenie że jakieś takie bardziej rodzinne te święta niż inne dotychczas. Nie znaczy to ze chciałbym aby tak zostało ale nie było źle, Nie wiem jak u innych ale widzę że u mnie jest więcej uwagi i czasu poświęconego dla bliskich.
Nie jestem zbyt religijny i nie przepadam za kościołem. Uważam jednak że jestem osobą wierzącą. Mógłbym powiedzieć wierzący nie praktykujący ale nie uznaję takiego określenia. Jeśli się naprawdę wierzy to na pewno się praktykuje tylko nie koniecznie tak jak to praktykują inni. Wierzę po swojemu, nie wiem czy to dobrze czy źle ale jest mi z takim wierzeniem dobrze. Wierzę że jest siła Większa/Wyższa która stworzyła wszystko i zarządza absolutnie wszystkim...Perspektywa tego co zostało stworzone jest tak wielka i daleka od mojego pojmowania że nie zaprzątam sobie głowy żadnymi poszukiwaniami...Bóg jest i to mi wystarczy, z tym nie dyskutuję ...i staram się Go dostrzec w tym co znam , w tym co poznaję, co rozumiem i czego nie rozumiem. Czasami nie jest łatwo ale można. Wierzę też w Jezusa chociaż zupełnie inaczej postrzegam Go jako człowieka niż uczono mnie na religii... Tak mi się przynajmniej wydaje. Chodzi o to że staram się widzieć w Nim drogę do zbawienia...Cala reszta nie koniecznie jest dla mnie zrozumiała, nie neguje ale i nie trzymam się tego kurczowo. Przeraża mnie jak ludzie rozkminiaja i posługują się Bogiem przekonując innych do swoich "prawd"...jak minimalizują Boga do swojego poziomu... swojego kraju, wyznania, swojej planety. Przekrzykując się na wzajem czyja prawda jest prawdziwsza. Przecież to My mieliśmy Wzrastać ...Teraz przeżywaliśmy czas zmartwychwstania . Dla mnie to czas refleksji nad swoim życiem, zwłaszcza że żyjemy w czasie i w świecie w którym nic nie jest pewne...Prawda i fałsz są tak pomieszane że naprawdę to nie ma niczego na czym mógłbym się oprzeć. Więc staram się znaleźć to oparcie w Bogu... i do tego jest mi potrzebny Jezus...Jego życie , jego nauki i Jego śmierć i zmartwychwstanie ...Jego miłość do drugiego człowieka, jego dobroć, zrozumienie...
Dzisiaj moje rozważania pozwoliły mi się cofnąć o prawie dziesięć lat do czasu kiedy postanowiłem ze nie chce już dłużej żyć tak jak żyłem. Gdzie nie znalem Boga i nie wierzyłem w Jego miłość. Wróciłem do dnia kiedy targnąłem się na swoje życie... Wiecie co dzisiaj o tym myślę? Myślę że wtedy umarłem... a właściwie zacząłem proces umierania który trwał do momentu aż zacząłem robić program i jednocześnie z umieraniem zaczęło się moje zmartwychwstanie... Myślę ze Jezus pokazał mi że jest to możliwe... Uczono mnie że umarł Za Nas...no zgoda ... chociaż do mnie bardziej przemawia stwierdzenie "Dla Nas"...dla mnie...żebym mógł pójść jego drogą, wtedy po raz pierwszy. Dzisiaj dwa razy w roku obchodzę swoje urodziny a tak na prawdę powinienem je obchodzić trzy razy; 27 marzec- urodziny fizyczne, 9-ty grudzień - urodziny do życia bez alkoholu i te które sobie teraz uświadomiłem... nie pamiętam dnia ale chyba to 22-gi sierpnia- urodziny duchowe... tak ...tyle miałem szczęścia ...Bóg mnie kocha...Ja wierzę.

pogody ducha...
_________________
" nigdy nie wzniesiesz się ponad to, czemu nie chcesz spojrzeć w oczy"
 
     
azull 
Moderator


Pomógł: 11 razy
Wiek: 56
Dołączył: 24 Mar 2010
Posty: 1427
Wysłany: Sob Kwi 18, 2020 10:08   

bodziu napisał/a:
Bóg mnie kocha...Ja wierzę.


To jest nas dwóch Bodziu! Przynajmniej na tym forum. Zaczyna mi doskwierać brak mitingów AA. W tych wirtualnych nie uczestniczę, bo potrzebuje kontaktu fizycznego. Potrzebuje stanąć, chwycić za ręce drugiego alkoholika i odmówić modlitwę, Użycz mi Panie Pogody Ducha... tak jak to bywało to przez ostatnie 10 lat! Dobrze że mam kilka numerów tel, to mogę zadzwonić do znajomych ze wspólnoty, ale z niesieniem posłania alkoholikowi, który wciąż cierpi jest gorzej. Obserwuję przez ostatnich kilka tygodni, jak żona mojego dobrego kolegi podąża ku upadkowi... Książkowy przykład uzależnienia. Mają córkę w podobnym wieku co mój najmłodszy syn. Dzieciaki lubią się razem bawić, my dorośli w tym czasie spędzamy czas, na rozmowach, żona kolegi głównie na upijaniu się. Ja wychodzę po ok. dwóch godzinach i tylko z opowieści wiem, co się później dzieje. A nie jest to nic dobrego. Koledze, który stara się cała tą sytuację w jakiś logiczny sposób ogarnąć, tłumaczę, że w działaniu alkoholika jakiejkolwiek logiki jest brak. Małżonka musi upaść na dno i wówczas jest szansa, że od tego dna się odbije. Wówczas można jej pomóc. Ale pewności, że zechce z tej pomocy skorzystać nie ma. Albowiem warunkiem koniecznym do trzeźwienia, jest uznanie bezsilności wobec alkoholu. Ja to wiem, Ty to wiesz, ale oni oboje już nie koniecznie. Bo przecież przez tyle lat, wspólnie w piątkowe wieczory drinkowali sobie wspólnie, więc dlaczego nie może być, tak jak było wcześniej. No właśnie, dlaczego?

Pogody Ducha, Azull 24, dziś nie piję. <maska>
_________________

___________________________________________________


___________________________________________________



PS. Wszyscy leżymy w rynsztoku, ale niektórzy sięgają po gwiazdy.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
___________________________________________________
 
     
bodziu 
Bloger


Pomógł: 5 razy
Wiek: 54
Dołączył: 26 Mar 2010
Posty: 1386
Wysłany: Pią Maj 01, 2020 10:25   

azull napisał/a:
Ja to wiem, Ty to wiesz, ale oni oboje już nie koniecznie. Bo przecież przez tyle lat, wspólnie w piątkowe wieczory drinkowali sobie wspólnie, więc dlaczego nie może być, tak jak było wcześniej. No właśnie, dlaczego?


...I cala trudność w takich sytuacjach tkwi w słowach ; Ja to wiem... czy; Ty to wiesz...
To co dla Ciebie , mnie jest jasne i proste dla innych jest totalnie nie widoczne. Pamiętam że też kiedyś nie widziałem i nie rozumiałem . Pomaga mi to w pewnym sensie ...rozumiem że on/oni tego nie dostrzegają i akceptuję...chociaż nie bez bólu czy złości. Znacznie łatwiej jest gdy dotyczy to obcych mi osób... Natomiast z synem jest mi znacznie trudniej. To wraca nawet jak wydaje mi się że jestem poza tym i wszystko rozumiem. Myśli, emocje i uczucia jak natrętne muchy pchające się do ust, nosa i oczu... odganiam jak mogę a one wracają jeszcze bardziej natrętnie. Też brakuje mi mityngów w realu...ale...jak się niema co się lubi to się lubi co się ma. Jestem 2 razy w tygodniu na mityngu online, mam telefony do przyjaciół z AA... rodzina, praca...i jakoś leci ;-)
_________________
" nigdy nie wzniesiesz się ponad to, czemu nie chcesz spojrzeć w oczy"
 
     
bodziu 
Bloger


Pomógł: 5 razy
Wiek: 54
Dołączył: 26 Mar 2010
Posty: 1386
Wysłany: Pią Maj 01, 2020 11:34   

...a co u mnie? no dzieje się...
...u mnie jako u mnie Bodka, jest dobrze...czas wypełniony jak należy więc jest dobrze...czyli tak jak być musi. Natomiast zataczając trochę szerszy krąg na moim podwórku już tak dobrze nie jest. Właściwie to chyba nie mogę powiedzieć że dzieje się dobrze czy źle... Po prostu dzieje się , a jakie będą tego konsekwencje to czas pokaże.
Już kiedyś pisałem nawet kilka razy ze próbuję przekonać byłą żonę, czy nasze córki, do bardziej zdecydowanych działań w stosunku do pijącego syna. Tyle mogłem i nie poddawałem się ani przez chwilę. Starsza córka zgadza się już od dawna ze mną. Natomiast młodsza jest a właściwie była trochę pomiędzy młotem a kowadłem... Nie potrafiła znaleźć się w sporze pomiędzy mną a swoją matką. Nie toczyliśmy żadnych sporów ale pomimo ze moja była żona potwierdzała wiele razy ze zgadza się ze mną w sprawach naszego syna to robiła zupełnie co innego i odwrotnego. Mnie to nie dziwi bo wiem że ona tez potrzebuje pomocy i terapii dla współuzależnionych . Jest bardzo podobna z synem w swoim zachowaniu...oboje nie widzą swojego problemu.
Kilaka dni temu moja młodsza córka nie wytrzymała i powiedziała dość. po dwóch miesiącach znoszenia picia i manipulacji brata doszło do tego ze wymusiła na matce numer telefonu do prawnika który prowadzi sprawy syna w sądzie. Zrozumiała że tak naprawdę musi zacząć się bronić przed obojgiem...matką i bratem... bo inaczej nic nigdy się nie zmieni. Od dawna tłumaczyłem że tak trzeba a ja mam związane ręce z racji odległości i braku współpracy z jej strony. Kilka dni temu wszystko się zmieniło. Córka wyniosła się z domu i powiedziała że nie wróci dopóki brat się nie wyprowadzi. Zadzwoniła do prawnika i opowiedziała o wszystkim co działo się od momentu wyjścia syna z wiezienia. Ten zadzwonił do mojego syna. Nie wiem co mu powiedział ale syn jest przerażony. Nie pije piąty dzień i zgodził by się na wszystko aby siostra chciała wrócić do domu. Postawiła warunek za moją namową. Ma iść na terapię... On wypisuje do mnie żebym ją nakłonił do powrotu i żeby nie mówiła nic przeciwko niemu gdy pojawi się kurator. Oczywiście odmówiłem...stoję po stronie córki i wspieram ją jak mogę. Jemu napisałem ze od 15tu lat ciężko pracował na swoje konsekwencje i czas się z nimi zmierzyć.
Tak naprawdę jakkolwiek by nie patrzył to stoimy i staliśmy zawsze po jego stronie ale na tą chwile nie jesteśmy w stanie mu tego wytłumaczyć... pozostaje czekać co dalej... Próbował kombinować ale brakło mu argumentów...dzisiaj miał rozmawiać z prawnikiem co myśli o tym że mój syn pójdzie na terapię. Jest majówka wiec nie wiem jak to pójdzie ale czas pokarze na ile jego postanowienia będą prawdziwe.

to by było na tyle... pogody ducha...dziś nie piję... ;-)
_________________
" nigdy nie wzniesiesz się ponad to, czemu nie chcesz spojrzeć w oczy"
 
     
azull 
Moderator


Pomógł: 11 razy
Wiek: 56
Dołączył: 24 Mar 2010
Posty: 1427
Wysłany: Pią Maj 01, 2020 17:22   

Taki jest mechanizm tej choroby. Manipulacja i zaprzeczenie. Cieszę się że o tym wiem, dzisiaj i nie piję, aczkolwiek początki nie były łatwe. Dowodem niech jest ten zapis 10 lat na forum. Czasem żałuję, że te pierwsze pisane ponad rok wcześniej zginęły wraz z forum, którego już nie ma. A z drugiej strony, wstyd trochę mniejszy bo nikt już tego nie przeczyta, no chyba ze Bohusz ma jakąś kopię zapasową ukrytą w szufladzie swojego biurka... ale tego to ja już nie wim pane Hawranek.

Pogody Ducha Azull
_________________

___________________________________________________


___________________________________________________



PS. Wszyscy leżymy w rynsztoku, ale niektórzy sięgają po gwiazdy.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
___________________________________________________
 
     
bodziu 
Bloger


Pomógł: 5 razy
Wiek: 54
Dołączył: 26 Mar 2010
Posty: 1386
Wysłany: Nie Maj 17, 2020 10:43   

Dzień dobry.
Mamy niedzielę...wolną ...ja mam... :-D Czekam na mityng mojej grupy "Serenity" z Edynburga. Bardzo się cieszę ale wiele bym dal żeby spotkania odbywały się już w realu.
...co u mnie?
A no nie jest źle a nawet jest dobrze... Pogoda sprzyja , w pracy spokojnie, w domu pozytywnie i konstruktywnie... Dużo pracy więc na nudę nie ma czasu a nuda jest złym doradcą. Trochę fajnych przemyśleń i pozytywnych działań...takich dla domu i dla siebie. Częste rozmowy z mamą, córkami i przyjaciółmi... i trochę fajnych filmów o tematyce różnej niby a jednak po przyjrzeniu się bliższym jednak z podtekstem czy nawet z kilkoma...Chyba poszukuję wciąż odpowiedzi czy podpowiedzi , Jak zrozumieć, nie osądzać i kochać drugiego człowieka...czerpać radość i przyjemność z każdej relacji z drugim człowiekiem, bez stawiania jemu czy sobie jakichkolwiek warunków.
Jestem człowiekiem który nie wiele mówi o innych a nawet wcale... nie biorę udziału na przykład w plotkach... dla czego? ponieważ wiem że nic nie wiem o drugim człowieku a to co wiem jest tylko opinią która nie wiele ma wspólnego z prawdą... Tak na prawdę o drugim człowieku mogę powiedzieć ze jego działanie ma na mnie taki czy inny wpływ...i nic więcej.
Po dwóch i pół roku w "nowej" pracy...z wyrzutka i człowieka trochę dyskryminowanego, stałem się osobą szanowaną, lubianą i docenianą przez współpracowników... a wszystko dlatego ze nie piję. Dzięki temu że nie piję, mogę (na ile potrafię) być uczciwy, prawdomówny, rzetelny, miły, cierpliwy , wyrozumiały.... i td...i tp... <mp3>
Ufff... ale się napisało... a wystarczyłyby dwa słowa...
Jestem; "WDZIĘCZNY" i "SZCZĘŚLIWY"
pogody ducha... dziś nie pije :-D
_________________
" nigdy nie wzniesiesz się ponad to, czemu nie chcesz spojrzeć w oczy"
 
     
bodziu 
Bloger


Pomógł: 5 razy
Wiek: 54
Dołączył: 26 Mar 2010
Posty: 1386
Wysłany: Pią Cze 05, 2020 12:48   

Witam...

Prawie miesiąc od ostatniej wizyty...no może raz czy dwa zajrzałem na forum ale jakoś nie miałem głowy do pisania. Wszystko jest u mnie ok...aczkolwiek ostatnio bardziej spędzam czas w ciszy sam z sobą . Sporo czasu poświęcam dla domu; ogród, kuchnia i co jakiś czas jakiś wypad z Adasiem do wnuka i córki czy nad pobliskie jezioro ...
Pogodę mieliśmy rodem z Hiszpanii. To takie nie typowe dla Szkocji...jednak mógłbym zaakceptować jakby tak było przez większą część roku.
Brakuje mi mityngów w realu...ale jak pisałem w temacie Azulla , czas powrotu do spotkań jest coraz bliższy. Mityngi online jakoś mnie nie wciągają...za dużo się dzieje na czacie w trakcie mityngów i zbyt wielu ludzi...na dodatek internet mają rożnej jakości więc co chwile ktoś znika i trochę robi się zamieszania. Nie narzekam ale jednak nie mogę się skoncentrować na wypowiedziach i nie potrafię się wypowiedzieć ...ale cóż...
Jak się niema co się lubi to się lubi co się ma... Dobrze że istnieją telefony i chętni żeby je odbierać czy dzwonić.

Pozdrawiam i pogody ducha życzę...i cierpliwości...ten trudny czas kiedyś się skończy ...tego sobie i Wam życzę :-)
...pogody ducha :->
_________________
" nigdy nie wzniesiesz się ponad to, czemu nie chcesz spojrzeć w oczy"
 
     
bodziu 
Bloger


Pomógł: 5 razy
Wiek: 54
Dołączył: 26 Mar 2010
Posty: 1386
Wysłany: Sob Cze 13, 2020 11:25   

Witam... Jakoś tak dziwnie pusto na forum...kiedyś jak tu wchodziłem to widać było kilka czy kilkanaście osób... teraz jestem sam.
Marzenie że wróci tu życie jakoś przygasło... Facebook zwyciężył? Porobiło się tych stron... ale jakoś mnie nie kupują. Zbyt wielu mądrych a za mało trzeźwych... przekrzykują się na wzajem, mędrkują, lajkują i chwalą fotkami... To nie jest mój świat...ze skrajności w skrajność. Bóg, błogosławieństwa i hejt wrzucone do jednego kosza... teksty pełne epitetów i komentarze do nich; "cool, best, tak trzymaj"... chamstwo stało się sztuką? Czy coś mnie ominęło? Czy ja o czymś nie wiem?
Boże użycz mi pogody ducha... dziś nie pije ;-)
_________________
" nigdy nie wzniesiesz się ponad to, czemu nie chcesz spojrzeć w oczy"
 
     
azull 
Moderator


Pomógł: 11 razy
Wiek: 56
Dołączył: 24 Mar 2010
Posty: 1427
Wysłany: Sob Cze 27, 2020 14:59   

bodziu napisał/a:
Zbyt wielu mądrych a za mało trzeźwych...
Dokładnie, mam podobne odczucia. Dla mnie meeting z drugim alkoholikiem twarzą w twarz, jest tą siłą, która napędza moją trzeźwość. Trzeźwienie przez internet, to tak jak lizanie lizaka przez papierek. Jasne, sam byłem jeszcze nie tak dawno w sytuacji, kiedy nie potrafiłem odnaleźć lizaka, niezależnie czy był w papierku, czy bez! Dziś nie pije i jest zupełnie inaczej. Na meeting wybieram się za kilka godzin, dokładnie o 21,30. Dziś jestem spokojny o swoją trzeźwość. Jak będzie jutro, o tym nie myślę. Dziś pragnę zanieść posłanie drugiemu alkoholikowi, który cały czas jeszcze cierpi.

Pogody Ducha, Azull 24
_________________

___________________________________________________


___________________________________________________



PS. Wszyscy leżymy w rynsztoku, ale niektórzy sięgają po gwiazdy.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
___________________________________________________
 
     
bodziu 
Bloger


Pomógł: 5 razy
Wiek: 54
Dołączył: 26 Mar 2010
Posty: 1386
Wysłany: Pon Lip 06, 2020 10:48   

Witam… Mam na imię Bogdan i jestem alkoholikiem.
...nie wiem czy robię dobrze ale zdecydowałem...napisałem list do syna i kolejny raz próbuję...może tym razem coś w nim drgnie...

„Cześć Synku…
Czasami czuję się bezsilny i wydaje mi się ze już nic nie mogę zrobić. Moje dziecko cierpi a ja czuję ze jestem bezużyteczny i bezradny. Za chwile jednak znów próbuję. Być może jeszcze wiele razy tak będę się czół… winny… Jednak mam jeszcze nadzieję… jeszcze nie zgasła. Od dawna chcę jakoś do Ciebie dotrzeć, napisać i znaleźć słowa które zrozumiesz tak jak ja je rozumiem. Nie po to by cię do czegokolwiek przekonać i nakłonić, lecz z nadzieją, byś znalazł chęć i potrzebę zmian w swoim życiu. Po to byś zrozumiał i uwierzył że wszystko jest możliwe…wszystko jest wykonalne. Trzeba tylko zrobić ten pierwszy krok i sięgnąć po to. Dążyć do celów i marzeń powoli ale konsekwentnie i wytrwale. Wiem że nie jest to łatwe a w miejscu w którym jesteś teraz, może Ci się wydawać że jest to nie możliwe. Alkoholizm to nie wyrok…to choroba i jak każdą chorobę można ją leczyć, zatrzymać jej rozwój i tym samym zakończyć swoją destrukcję i samozniszczenie. Jeżeli się uważnie rozejrzysz wokół siebie, zobaczysz jak wielu ludzi uwolniło się już i podąża nową i lepszą drogą za swoimi marzeniami. Odzyskują swe życia…realizują swoje cele i marzenia…odzyskują wiarę w siebie. Zakładają nowe rodziny, czasami odzyskują te które utracili wcześniej przez to że pili. Nie wszystkim im idzie to z łatwością i nic nie dzieje się na pstryknięcie palca. Trzeba się zmierzyć z rożnymi trudnościami ale jest to do przejścia. Nikt nie musi i nigdy nie musiał przechodzić tej drogi sam…chyba że tego właśnie chciał chociaż ja sam nie wierzę w to ze ktokolwiek tego chce. Niestety z takich czy innych powodów wydaje nam się ze tego właśnie chcemy i że tak trzeba… Otóż nie trzeba… Samotność to złudzenie zbudowane i podsycane naszym wstydem, poczuciem winy, poczuciem skrzywdzenia, urazami do siebie i innych… Nasz bagaż doświadczeń z czasu przed piciem i z czasu picia zaczyna przygniatać tak mocno jak wielki plecak wypełniony po brzegi kamieniami. Silą rzeczy zamiast patrzeć przed siebie patrzymy pod własne nogi…idziemy z nosem przy ziemi, nie widzimy przeszkód na naszej drodze i co chwile potykamy się o nie. Jesteśmy tak zmęczeni i zniechęceni tym że potykamy się sami o siebie…jedna stopa potyka się o drugą…. I nawet jeśli z nad swych stóp dostrzegamy że są obok stopy innych to myślimy że oni tak jak my z nosem przy ziemi… A gdyby tak spróbować zatrzymać się , zrzucić ten plecak … i na chwilę się wyprostować. Co byśmy zobaczyli gdybyśmy wyprostowali plecy i rozejrzeli się w okól? Zastanawiałeś się nad tym? Ja się nie zastanawiałem, nawet nie wiedziałem że tak można…Jednak jedno z moich potknięć zakończyło się upadkiem i kiedy wstałem zobaczyłem jak wielu ludzi idzie wyprostowanych. Szybko znowu chciałem wsunąć się pod swój bagaż który dźwigałem . Balem się że mnie zobaczą i rozpoznają, wstydziłem się tego kim jestem, jakim jestem… wstydziłem się że mam taki bagaż… Czułem ze jestem gorszy od innych. Nawet od tych co nosili swój bagaż tak jak ja… Coś wtedy się jednak zmieniło… pojawiła się ciekawość i zazdrość…Chciałem tak jak oni…wyprostować się… pozbyć się tego co dźwigałem. Byłem już zmęczony sobą, życiem jakie prowadziłem…piciem, kłamstwami, udawaniem i odgrywaniem ról dobrego syna, ojca, brata , męża i człowieka. Nie czułem się dobrym, bardzo chciałem ale nie potrafiłem…zrozumiałem że nigdy tak naprawdę nie byłem sobą. A skoro nie jestem sobą to jakim cudem mógłbym być kimkolwiek dla kogokolwiek.
…i w tym momencie pierwszy raz w życiu zapragnąłem zmiany…ale nie takiej dla innych tylko zmiany dla siebie. To był pierwszy raz kiedy trafiłem na mityng Anonimowych Alkoholików. Kolejny upadek spowodował że pierwszy raz w życiu dojrzałem tych którzy nie piją choć wcześniej wydawało mi się że takich ludzi nie ma… a skoro już wiem że są to może i ja nie muszę już pić… To może jak oni będę mógł zacząć od nowa.
Nie jest łatwo zacząć coś nowego jeśli kurczowo trzymam się starego. Na samym początku musiałem nauczyć się radzić sobie ze wstydem i poczuciem winy . W AA poznałem ludzi z różnym bagażem i różnymi doświadczeniami, dzięki czemu pierwszy raz w życiu mogłem poczuć się lepiej niż do tej pory. Każdy z nas dźwigał swój wstyd przed światem ale kiedy byliśmy razem ten wstyd stawał się znacznie lżejszy. Nie było i nie ma tu lepszych i gorszych. Na mityngach zapominałem o swoim bagażu, konsekwencjach swojego picia. Wszyscy je mieli i nikt w niczym nie był tu wyjątkowy. Jak zaczarowany słuchałem historii innych alkoholików i coraz częściej łapałem się na tym że chciałbym zostać tu na zawsze…Świat na zewnątrz przestawał istnieć a każdy z uczestników spotkania stawał się dla mnie bardzo ważny. Zakochałem się w tych ludziach. Stawali się moimi braćmi, siostrami, moją matką i ojcem, żoną i dziećmi a nawet Bogiem. Chłonąłem jak gąbka wodę, wszystko co mówili… tęskniłem za nimi a nawet marzyłem by iść na kolejny mityng zaraz po wyjściu z tego pierwszego.
Przez kilka lat zapijałem jeszcze co jakiś czas. Czasami myślałem sobie co ja tu robię ? nie upadłem jeszcze tak jak oni…A czasami myślałem ze do nich nie pasuję bo jestem znacznie gorszy niż oni. Trwało to chyba z siedem lat, zdążyłem być w tym czasie na dwóch terapiach i w między czasie dwa razy chciałem odebrać sobie życie… ale coś mnie jednak powstrzymywało. Strach to jedno ale drugie to to że ciągło mnie spowrotem na mityng. Na mityngach dostawałem coś co miało dla mnie większą wartość niż życie. Zrozumienie, miłość, spokój i nadzieja jakich tam doświadczałem powodowały że kolejny raz zaczynałem od nowa. Wstydziłem się każdego powrotu ale czułem też że potrzebuję tych ludzi i że oni mnie potrzebują. Wiedziałem już że ich potrzebuję i sam nie dam sobie rady ale mój chory umysł nie pozwalał mi tego zaakceptować. Najtrudniej było gdy moje konsekwencje picia przypominały o sobie. Miałem długi, rozwiodłem się, zawiodłem swoich bliskich…żonę, dzieci, rodziców…nie radziłem sobie z tym wszystkim…nie dostrzegałem możliwości wyjścia i rozwiązania tego wszystkiego. W końcu po tych kilku latach dotarło do mnie że potrzebuję mityngów i innych alkoholików jak powietrza do oddychania. Trochę była to ucieczka od rzeczywistości ale nie walczyłem z tym. Każdy mityng był jak zbawienie . Doprowadziło mnie to do tego że byłem na mityngu co dziennie. Potrzeba uczestniczenia w spotkaniu była tak silna że pieszo robiłem kilkanaście kilometrów po pracy żeby tylko być na spotkaniu. Praca od siódmej do trzeciej, marsz na mityng jakaś godzina czy dwie, mityng i droga do domu… do domu tylko po to by się przespać. Tak wyglądały trzy dni z mojego tygodnia. Dwa kolejne dni to mityngi w mieście w którym pracowałem wiec siedziałem w pracy do wieczora , mityng i znowu do domu żeby się przespać. W dniach kiedy nie było mityngów na miejscu , wyjeżdżałem z innymi alkoholikami na odleglejsze mityngi. Miało być lepiej tak mi się wydawało… Nie dostrzegałem że moje dzieci mnie potrzebują, nie rozwiązywałem swoich problemów… Nagle zrozumiałem że nie piję już dwa i pół roku … i wciąż uciekam . W jednej chwili doznałem jakiegoś dziwnego przebudzenia. Zrozumiałem ze tkwię w miejscu… Wszystko jest nie tak jak być powinno. Oprócz tego że nie piłem alkoholu nic się nie zmieniło, wciąż jestem pijany. Odurzam się mityngami i pseudo trzeźwieniem. Najgorsze co wtedy dostrzegłem to rozczarowanie moich dzieci…Ty i Twoja siostra cieszyliście się że nie pije ale potrzebowaliście mnie a mnie nie było…cierpieliście z mojego powodu…przedtem bo piłem a teraz bo nie piłem. Jeszcze najmłodsza z waszej trójki…ona chyba najbardziej mnie potrzebowała…a mnie nie było przy niej od urodzenia. Zrozumiałem że tylko bywałem ojcem…
Co jest zemną nie tak? Tego dnia nie zależało mi już na żadnej odpowiedzi i żadnym rozwiązaniu. Kolejny raz poczułem się jak w próżni… Nienawidziłem siebie za picie i nie picie i za to że nie potrafiłem z sobą skończyć. W jednej chwili podjąłem decyzję że nie chcę już tak żyć . Przyszło mi do głowy żeby się napić… nie mogłem wyjść i kupić, nie mogłem od nikogo pożyczyć…przypomniałem sobie że kiedyś chowałem alkohol w rożnych miejscach. Jak w obłędzie przeszukałem całe mieszkanie, piwnicę, garaż i działkę…i nic… nic nie znalazłem. Poczułem się bardzo zmęczony i zrezygnowany, ciśnienie zeszło ze mnie jak powietrze z przebitego balona. Wyjście jest tylko jedno… Nie pociągało mnie w tym momencie nic…ani życie z alkoholem ani bez alkoholu… chciałem tylko wyłączyć się, nie myśleć, nie czuć, zasnąć i już się nie obudzić. Następnego dnia wstałem i wiedziałem że to jest ten dzień. Zabrałem z domu wszystkie tabletki jakie wydawało mi się pomogą mi w tym o czym myślałem… na serce na nadciśnienie , przeciw bólowe i rozkurczowe, zostawiłem tylko witaminy. Jak gdyby nigdy nic pojechałem do pracy. Byłem spokojny i już czułem się wolny… nawet przez chwilę nie miałem wątpliwości. Po dziewiątej rano zażyłem wszystko co miałem. Miało być tak że jak tabletki zaczną działać to schowam się do toalety. Wszyscy pójdą na przerwę o dziesiątej i jak przyjdą to będzie już po wszystkim. Niestety źle wyliczyłem, tabletki zaczęły działać za szybko. W prawdzie schowałem się do toalety ale koledzy mieli dość czasu żeby zareagować i zainteresować się . Ktoś chciał do kibelka , ktoś widział ze tam wchodziłem, ktoś zaniepokoił się że nie odzywam się… Pogotowie i szpital. Płukanie żołądka…wszystko działo się obok. Czułem się jakbym obserwował to wszystko z boku. Odwiedziny dzieci, rodziców…nawet jeśli brałem w czymś udział to i tak było to poza mną. Jakbym podzielił się na dwa. Ja ten w łóżku i ja ten co patrzy.
Powróciłem do rzeczywistości dopiero po kilku dniach. Po szpitalu i odtruciu trafiłem do szpitala psychiatrycznego. Pierwszą dobę byłem przypięty do łóżka pasami i nafaszerowany lekami. Patrzyłem swoimi ślepymi oczami na wszystko w okól obojętnie…przyszła mi do głowy myśl że tak nisko upadłem że aż wylądowałem z wariatami. I dobrze…czułem że tu jest moje miejsce i mógłbym już tu zostać. Drugiej nocy w psychiatryku, obudziłem się w środku nocy. Czułem się jakoś inaczej, miałem silną potrzebę żeby się śmiać a jednocześnie bardzo chciało mi się płakać… Kolejne przebudzenie. Nagle zrozumiałem że wszyscy obok nie są wariatami, są tylko chorzy a jedynym wariatem jestem ja… i to była przyczyna zarówno moich łez jak i mojego śmiechu… pierwszy raz kiedy wytrzeźwiałem…dwa lata i osiem miesięcy po zaprzestaniu picia.
Właśnie wtedy zaczął się tak naprawdę mój proces zdrowienia i trzeźwienia. Wtedy zrozumiałem że nie muszę walczyć ani z alkoholem, ani z ludźmi ani z Bogiem. To ja jestem swoim największym wrogiem… Jedyna walka jaką muszę stoczyć to walka z samym sobą o siebie samego. Walka przez poznanie, akceptacje, zrozumienie, odkrywanie, działanie i zmienianie siebie i tylko siebie. Po szpitalu za namową psychologa, podjąłem trzeci raz terapię zamknięta. Dojrzałem do decyzji że nie wracam do domu. Nie byłem gotowy na role jakich oczekiwano ode mnie. Nie byłem gotowy na wzięcie odpowiedzialności za swoje konsekwencje. Wiedziałem już że mam bardzo dużo do zrobienia z sobą samym. Wierzyłem w to co słyszałem od terapeutów i innych alkoholików…że najpierw muszę zadbać o siebie żeby móc dbać o innych. Muszę pokochać siebie by móc kochać innych…być odpowiedzialnym za siebie by odpowiadać za innych… Urodziłem się na nowo i zrozumiałem że, jakkolwiek to nie wygląda to część mnie umarła… w to miejsce pojawiło się cos nowego…nowy ja.
…szpital, ponad dziesięć miesięcy terapii i pracy…miesiąc u rodziców i w końcu decyzja o wyjeździe za granicę…Jeszcze bez planu co dalej ale z pewnością że powrotu już nie ma.
Miałem wyjechać do Szkocji w maju 2011 roku. Przygotowałem się już że znajdę tu AA i dalej będę pracował nad sobą. Chociaż tak naprawdę byłem przerażony i gdzieś pod skórą byłem pogodzony z tym że tam mogę dojść do końca swej drogi. .. że może mi się jednak nie udać. Nie udało mi się wyjechać w maju, stało się tak ze oddałem miejsce Tobie. Poprosiła mnie o to twoja siostra bo to ona załatwiła sobie i nam obu pracę w Szkocji. Ona już wtedy wiedziała że obaj tej pomocy potrzebujemy. Wyjechałem trzy miesiące po Was. Mieszkaliśmy razem ale tak naprawdę nic o sobie nie wiedzieliśmy. Każde z nas miało swoje życie, problemy i wartości. Po kilku tygodniach poszukiwań znalazłem polskojęzyczną grupę AA . Strach minął, powoli wracała pewność siebie… Wyprowadziłem się… zrobiłem program ze sponsorem. Dzięki czemu stałem się gotowy na odpowiedzialność za swoje konsekwencje. Tą historie już znasz bo częściowo brałeś w niej udział. Co jest dzisiaj? Spłaciłem swoje długi, odzyskałem swoje dzieci, odzyskałem swoje życie. Mam dobrą prace, swój dom, rodzinę, związek, spełniam marzenia… Mam wnuki które bardzo kocham… Jedyne o czym jeszcze mażę to byś Ty też, znalazł sposób na zmianę swojego życia. Nie bój się ludzi, nie bój się wstydu i zaufaj Bogu.
Mówisz że nie wierzysz w Boga… to powiem ci tak; ja dzisiaj rozumiem dlaczego Bóg nie wtrąca się w nasze życie i nie naprawia go za nas. Bo to by nas niczego nie nauczyło. Sam możesz spojrzeć na nas…mnie i ciebie… jestem i próbuję cię ostrzec i uchronić przed wieloma zagrożeniami… Nie pozwalasz mi, nie słuchasz, krytykujesz i złościsz się na mnie…Z Bogiem jest tak samo…Jest ojcem i tak jak ja tłumaczy swoim dzieciom, prosi, próbuje …ale one tak jak ty, jak kiedyś ja sam, nie słuchają. Sam jesteś ojcem… za kilka lat twoja córka będzie cię potrzebować… Gdzie wtedy będziesz?...
Możesz nie wierzyć w Boga, nie musisz wierzyć we mnie i w moje słowa… Ja wierzę i jestem pewien że Bóg wierzy w Ciebie.
Nie bądź sam…poproś o pomoc. Siłę Większą/Wyższą, ja swoją nazywam Bogiem. Znalazłem Boga w drugim człowieku, w AA i żałuję ale jednak nie w kościele. Co nie znaczy że Boga tam nie ma. Gdzie ty znajdziesz swoją siłę czy Boga? Nie wiem . Wiem jednak że możesz Ją znaleźć z drugim człowiekiem takim jak ty…
Z Bogiem i z ludźmi droga jest znacznie łatwiejsza, chociaż nie jest łatwa i prosta… ale na pewno jest do przejścia.
… a z panem Bogiem czy też Siłą większą jest tak, że daje nam nie to czego chcemy a to czego potrzebujemy… To my odwracamy się obrażeni do Niego plecami. Zupełnie jak małe rozkapryszone dzieci. A On jak dobry rodzic wie co dla nas jest dobre.
Synku, żałuję że nie potrafiłem być ojcem takim jakiego potrzebowałeś i na jakiego zasługujesz. Nie potrafię cofnąć czasu, nikt tego nie potrafi…Możemy jednak zacząć od nowa właśnie dzisiaj…tu i teraz … Nie zawsze da się odbudować czy naprawić to co zniszczyliśmy. Możemy jednak zbudować coś od nowa, życie lepsze, szczęśliwsze…każdy dzień daje nam kolejną szansę więc możemy jej nie zmarnować… wszystko jest możliwe… wystarczy tylko zrobić ten pierwszy krok. Zamknąć to co było i zacząć pracować na to co będzie. Nie jest ważne czy razem czy osobno, masz prawo nie chcieć mnie w swoim życiu… Proszę Cię jednak i modlę się abyś był w Twoim życiu … sięgnij po pomoc… wróć do życia… Wszyscy czekamy gotowi cię wspierać…mama, siostry i ja…nie jesteśmy już taką rodzina jak kiedyś…Każdy z nas jest w nowym życiu z nową rodziną. Nie znaczy że nie będziemy przy tobie… to tylko znaczy ze masz większe wsparcie i więcej bliskich i życzliwych ci ludzi… Więcej ludzi do dzielenia się miłością, smutkami i radością. Pomyśl o tym… Jesteś mi potrzebny.Ty i twoja historia są potrzebne tysiącom cierpiących alkoholików... Daj sobie szansę i daj nadzieję innym.

Tata…”
_________________
" nigdy nie wzniesiesz się ponad to, czemu nie chcesz spojrzeć w oczy"
 
     
azull 
Moderator


Pomógł: 11 razy
Wiek: 56
Dołączył: 24 Mar 2010
Posty: 1427
Wysłany: Śro Lip 15, 2020 12:58   

Dziś chciałem pojechać na miting o 12. Niestety, ktoś na osiedlu przeprowadzał się i duży samochód na ponad pół godziny zablokował wyjazd z parkingu. Trochę mnie to zdenerwowało początkowo, ale później odpuściłem iw końcu zrezygnowałem z jazdy. Pojadę za tydzień. Wróciłem i przeczytałem cały Twój list tak na spokojnie. Widziałem już wcześniej że napisałeś, ale potrzebowałem spokoju, aby go przeczytać. I wola boska była dziś taka, że dostałem tę godzinę właśnie dzisiaj. Dziękuję za Twoją spikerkę Bogdan. Trwam w wierze, że Twój syn, któregoś dnia na dobre trafi do Wspólnoty. Zrobiłeś co mogłeś, tak jak to zostało zapisane w preambule AA
Kod:
. Naszym najważniejszym celem jest pozostawać trzeźwym i pomagać innym alkoholikom w osiągnięciu trzeźwości.


Pogody Ducha, Azull 24
_________________

___________________________________________________


___________________________________________________



PS. Wszyscy leżymy w rynsztoku, ale niektórzy sięgają po gwiazdy.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
___________________________________________________
 
     
bodziu 
Bloger


Pomógł: 5 razy
Wiek: 54
Dołączył: 26 Mar 2010
Posty: 1386
Wysłany: Wto Lip 21, 2020 13:33   

azull napisał/a:
Trwam w wierze, że Twój syn, któregoś dnia na dobre trafi do Wspólnoty. Zrobiłeś co mogłeś


...i tak sobie sam powtarzam...acz gdzieś tam pod skórą jest iskra która mówi ze nie wszystkim dane jest trzeźwieć... może właśnie tak ma być?
Zdecydowałem ze zmieniam swoje podejście i koncentruje się bardziej na tym co w moim zasięgu. Trochę to jak takie przebiegunowanie moje własne ale coś zrobić muszę i chcę.
Na początek zaczynam dbać o siebie przez dietę i aktywność fizyczną...zdecydowanie nie wchodzę w historie pod tytułem mój syn... Nie będę opisywał jego reakcji na mój list bo żadna próba zrozumienia czy opisania nie będzie adekwatna do tego jak naprawdę odebrał to co przeczytał. Powiem tylko że odpowiedź dostałem po kilku dniach od otwarcia wiadomości i nie mam pewności czy w ogóle przeczytał... Odpuszczam...nic więcej nie mogę zrobić.
...a wracając do siebie to jest kilka rzeczy które chcę zrobić...nie jest to łatwe bo chyba trochę się wyłączyłem z rzeczywistości... pozwoliłem sobie odpuścić siebie a bardziej skoncentrowałem się na zmianie innych... Ale to nic...już wracam tam gdzie być powinienem.
Przez jakiś czas nie będzie mnie tu na forum... Być może tak że nie będzie mnie dłużej niż jakiś czas. Dziękuję za czas jaki tu spędziłem i za ludzi których tu poznałem... Mam nadzieję że kiedyś wróci tu życie ...acz tak samo jak z synem , może być że nie wróci...nic nie trwa wiecznie...wszystko ma swój początek i swój koniec...
Azull bardzo proszę abyś zamknął mój temat... ten rozdział mojego życia jest już zamknięty.
Jeżeli za jakiś czas się tu spotkamy otworzę nowy temat...

pozdrawiam... i dziś nie pije ;-)
_________________
" nigdy nie wzniesiesz się ponad to, czemu nie chcesz spojrzeć w oczy"
 
     
azull 
Moderator


Pomógł: 11 razy
Wiek: 56
Dołączył: 24 Mar 2010
Posty: 1427
Wysłany: Czw Sie 06, 2020 19:24   

bodziu napisał/a:
Mam nadzieję że kiedyś wróci tu życie ...acz tak samo jak z synem , może być że nie wróci...nic nie trwa wiecznie...wszystko ma swój początek i swój koniec...
Azull bardzo proszę abyś zamknął mój temat... ten rozdział mojego życia jest już zamknięty.


Bodziu, temat zamykam, według Twojej woli. Czy wróci tu życie tego nie wiem, nie to jest zresztą najważniejsze, trzeźwość to jest rzecz ważna bardzo i kolejne trzeźwe 24 godziny... pozdrawiam serdecznie,

Pogody Ducha Azull
_________________

___________________________________________________


___________________________________________________



PS. Wszyscy leżymy w rynsztoku, ale niektórzy sięgają po gwiazdy.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
___________________________________________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 3,21 sekund. Zapytań do SQL: 11