Strona korzysta z plikow cookie w celu realizacji uslug zgodnie z Polityka prywatnosci.

Mozesz okreslic warunki przechowywania lub dostepu do cookies w Twojej przegladarce lub konfiguracji uslugi.

Strona Główna Witaj na stronach niepije.net
Forum wsparcia, dla osób uzależnionych i współuzaleźnionych od alkoholu.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Alosza alkoholik
Autor Wiadomość
Alosza 


Pomógł: 2 razy
Wiek: 45
Dołączył: 25 Mar 2010
Posty: 158
Skąd: Katowice
Wysłany: Pią Mar 26, 2010 12:43   Alosza alkoholik

Jestem alkoholikiem i DDA.

Pierwszy kontakt z alkoholem miałem w wieku 17 lat. Rówieśnicy z mojego otoczenia mieli go już dawno za sobą ale ja nigdy nie czułem się dobrze w ich towarzystwie. Byłem raczej typem odludka i większość czasu spędzałem na samotnych włóczęgach po okolicy. Alkohol nie wydawał mi się atrakcyjny w żaden sposób. Czasem miałem okazje zobaczyć i posłuchać moich znajomych po spożyciu alkoholu i był to dla mnie raczej przykry widok. Przełamałem się dopiero na wycieczce szkolnej gdzie zdecydowałem się spróbować i wtedy po raz pierwszy się upiłem. Wraz z narastającym upojeniem zaczynałem odczuwać coraz większą pewność siebie, dobry humor i więź z kolegami. Po raz pierwszy nie byłem już sam we własnym świecie ale byłem dokładnie tam gdzie oni, moi koledzy. Przypłaciłem ten wieczór pierwszym w moim życiu kacem ale dolegliwości te były dla mnie niczym w zestawieniu z pozytywnymi uczuciami, które miałem dzień wcześniej. Zacząłem regularnie chodzić z kolegami na piwo i cieszyło mnie, że mam tylu kolegów. Po ukończeniu szkoły średniej poszedłem na studia ale tam też szybko znalazłem sobie kumpli, którzy woleli tak jak ja spędzać czas podczas wykładów w knajpie. Wtedy też poznałem działanie narkotyków, takich jak marihuana, haszysz, amfetamina i LSD. Wolałem jednak alkohol i myślę dzisiaj, że wtedy już rozwijało się we mnie uzależnienie od alkoholu i to ono paradoksalnie uratowało mnie przed wdepnięciem w bagno narkotykowe. Narkotyki po prostu nie zaspakajały mojego głodu alkoholowego. Imprezowy styl życia sprawił, że do drugiej sesji egzaminacyjnej już nawet nie podszedłem. Rzuciłem studia, wyprowadziłem się z domu i znalazłem pracę. Wieczorami spotykałem się z kolegami w knajpie, a gdy nie miałem akurat towarzystwa to wypijałem dwa, trzy piwa w domu i szedłem spać. Szybko zauważyłem, że gdy tego piwa nie miałem to bardzo mi go brakuje, jestem niespokojny i nie mogę spać. Zacząłem więc dbać o to, aby to piwo już zawsze było. Z czasem dwa, trzy piwa przestały mi wystarczać więc piłem więcej i coraz gorzej czułem się w ciągu dnia. Po kilku latach się ożeniłem ale to małżeństwo zmieniło w moim życiu tylko tyle, że teraz już był ktoś kto musiał być świadkiem mojego cowieczornego upijania się. Rozwiodłem się już po trzech latach i zacząłem udowadniać światu swoją wielkość łapiąc się za kolejne interesy, które po kilku fiaskach zaczęły się układać. Wieczorami wypijałem już sześć, czasem osiem piw, a za dnia budowałem na kacu swoją potęgę finansową. Po pewnym czasie zaczęło coraz częściej dochodzić do sytuacji, że po wieczornym piciu nie potrafiłem w ciągu dnia pracować. Zawalałem coraz więcej spotkań, nie dopełniałem obowiązków i firma zaczęła się rozpadać. W końcu zacząłem pić już od rana żeby powstrzymać jakoś roztrzęsienie i zmusić się chociaż do kilku telefonów. Czasami wypijałem rano piwo z nadzieją, że jak złagodzę trochę objawy głodu alkoholowego to wezmę się do pracy i wszystko nadgonię ale gdy wypijałem to pierwsze piwo to już nie potrafiłem się zatrzymać. Wypijałem kilka kolejnych i zasypiałem kompletnie pijany. Wkrótce straciłem mieszkanie, samochód, firma ostatecznie się rozpadła zostawiając mnie z długami. Zamieszkałem w małym wynajętym pokoju i znalazłem sobie mieszkających po sąsiedzku kumpli do picia. Byli to studenci, którzy po naszym wieczornym piciu wstawali rano i biegli na uczelnie, a ja w tym czasie piłem. Piłem już zaraz po przebudzeniu gdy budziłem się mokry i trzęsący. Zawsze był ten sam poranny rytuał: zerwać się z łóżka, dobiec do ubikacji gdzie targały mną wymioty i potem jak najszybsze wlanie w siebie piwa. Zacząłem chcieć coś ze sobą zrobić ale nie potrafiłem! Rano po prostu musiałem się napić, żeby się nie rozsypać, a potem już nie umiałem tego przerwać. Wymyśliłem sobie, że pójdę na detoks i tak zrobiłem. Przy pierwszej wizycie po zmierzeniu alkomatem, nie przyjęli mnie ale na drugi dzień już się udało. Po wyjściu ze szpitala byłem pierwszy raz od wielu lat trzeźwy i było mi z tym dobrze. Nie czułem przymusu picia. Miesiąc później był sylwester, który spędzałem z dziewczyną i wszystko zapowiadało się dobrze ale tuż po północy wymyśliłem, że przecież musimy iść złożyć życzenia znajomym. Poszliśmy i bez zastanowienia wypiłem pierwszy kieliszek... drogi powrotnej już nie pamiętałem. Wszystko wróciło ze zdwojoną siłą, wypijałem kilkanaście piw dziennie, a później już spijałem spirytus z jakiś owoców na spirytusie, wypiłem spirytus z nalewki bursztynowej, służącej do nacierania ciała czy wreszcie kiedyś na głodzie wlałem w siebie całą butelkę lekarstwa Amol. Nie widziałem dla siebie już żadnego ratunku. Alkohol już dawno nie potrafił zagłuszyć cierpienia. Chciałem skończyć ze sobą i wtedy podjąłem pierwszą poważną decyzję o samobójstwie. Poszedłem do lasu gdzie miałem się powiesić i do dzisiaj nie wiem jaka siła sprawiła, że jednak wróciłem do domu. Podjąłem kolejną próbę i udało mi się nie pić przez dwa miesiące. Pewnego dnia jednak po prostu poszedłem do sklepu i wróciłem z całą reklamówką piw. Po kilku miesiącach picia nadszedł czas na kolejną próbę i szło mi całkiem nieźle. Nie piłem kilka miesięcy, założyłem sobie mały warsztat i jakoś udawało mi się zarabiać z niego na życie. Z emocjami zupełnie sobie nie radziłem, byłem tak nerwowy, że zdarzało się że jakieś narzędzie rozbijało się o ścianę. Wtedy przyszedł do mnie rano klient po odbiór naprawionego sprzętu i w ramach podziękowania przyniósł mi czteropak piwa. Jeszcze podczas rozmowy z nim myślałem już tylko o tym, żeby wreszcie wyszedł. Włączył mi się stary schemat myślenia, że przecież jedno piwo mogę sobie wypić, a resztę schowam. Po wypiciu tego pierwszego już bez namysłu wypiłem kolejne trzy, wsiadłem na rower i pojechałem do sklepu po kolejne. Piłem przez trzy doby bez przerwy. Trzeciej nocy brakło mi pieniędzy. Byłem zrozpaczony. Nie tym, że przepiłem pieniądze, nie tym że znowu pije ale tym, że nie mam za co kupić alkoholu. Po kilku godzinach byłem już cały mokry i trzęsłem się tak, że nie potrafiłem odpalić papierosa. Do tego naszły mnie bardzo silne lęki. Wybiegłem z domu i chodziłem wzdłuż drogi, po której pędziły samochody. Chciałem się rzucić pod samochód ale się bałem. Wróciłem do domu i wyczerpany zasnąłem. Na drugi dzień gdy zaczęło do mnie docierać co się ze mną działo w nocy przeraziłem się. Zdałem sobie sprawę z tego, że jestem nieodwołalnie skończony i że nic nie jest wstanie powstrzymać mnie od picia i co gorsza od jego następstw. Wiedziałem, że jeżeli znowu się napije to w końcu zrobię coś strasznego. Przesiedziałem w takiej panice miesiąc nie wychodząc w ogóle z domu. Gdyby nie dziewczyna to pewnie nawet bym nie pomyślał o tym, żeby coś zjeść raz na kilka dni. Zacząłem szukać w internecie jakiegoś ośrodka gdzie mogliby mnie zamknąć i najlepiej już nigdy nie wypuszczać. Znalazłem informacje o Wspólnocie Anonimowych Alkoholików. Zacząłem czytać „12 kroków“ i to co przeczytałem w pierwszym sprawiło, że postanowiłem iść do nich. „Bezsilność“ to było dokładnie to co ja czułem. Ledwo idąc dotarłem na pierwszy mityng i tam wszyscy opowiadali o swojej „bezsilności“. Mówili o tym jak każdy z nich poczuł zbliżający się koniec a jednocześnie uśmiechali się do mnie i nie dało się nie odczuć ogromnego optymizmu bijącego z tych ludzi. Postanowiłem im zaufać i ufam do dzisiaj. Droga, którą za nimi podążam nie jest łatwa ale po raz pierwszy w życiu mam wrażenie i wierze, że ona mnie gdzieś zaprowadzi.

Pogody Ducha i 24 godzin!
Alosza alkoholik
_________________
Wspólnota AA zrujnowała mi picie :)

3 sierpień 2008 - to pierwszy dzień mojego życia :)
 
 
     
Mariusz 


Pomógł: 15 razy
Wiek: 48
Dołączył: 24 Mar 2010
Posty: 2176
Wysłany: Pią Mar 26, 2010 13:01   

Czytając piciorysy mam często wrażenie że, czytam samego siebie.
Oczywiście nie do końca, każdy ma swoją prywatną historie i ta nas wszystkich różni.
Lecz schemat działań jest często bardzo zbliżony, a czasami wręcz identyczny.
Co najważniejsze w tym wszystkim, każda opowiedziana historia, wiele wnosi do mojego życia.
Uczy i daje do myślenia, tak jak dziś Twoja.

Pozdrawiam serdecznie i trzym się kolejnych 24h :-)
_________________
Brak śniegu to znak, że go nie ma ;-) . Co nie znaczy, że nigdy nie spadnie...
 
 
     
Wesus 


Pomógł: 5 razy
Wiek: 50
Dołączył: 25 Mar 2010
Posty: 435
Skąd: Katowice/ CT
Wysłany: Sob Mar 27, 2010 03:12   

Dzięki Alosza !
_________________
By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd.
 
     
Halinka 
Siła spokoju.


Pomogła: 27 razy
Wiek: 65
Dołączyła: 25 Mar 2010
Posty: 4467
Skąd: podkarpacie
Wysłany: Nie Mar 28, 2010 11:28   

Alosza napisał/a:
Postanowiłem im zaufać i ufam do dzisiaj.


Tak działa wspólnota AA i ja jej też jestem wdzięczna, za to co otrzymałam. :lol:
_________________
Halinka

Nie żałuj, nigdy nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a tego nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś , bo nie mogłeś.
STANISŁAW LEM
 
 
     
Franiu 
Moderator

Pomógł: 8 razy
Wiek: 68
Dołączył: 24 Mar 2010
Posty: 2768
Skąd: D.G.
Wysłany: Nie Mar 28, 2010 11:49   

Halinka,

No cóż,choroba jest jedna i działa tak jak działa,każde z Nas ma swoją historię,a jednak podobna,
_________________
"Przebaczenie jest dwukierunkową drogą, bo ilekroć przebaczamy komuś, przebaczamy również samemu sobie."
http://www.blok.rzsa.pl/
 
 
     
dora 
Moderator


Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 4423
Wysłany: Pon Mar 29, 2010 18:43   

Schematy choroby takie same....tylko imiona i nazwiska sie zmieniaja :shock:
_________________
...''Pomimo łez wciąż można biec, ale trzeba tego bardzo chcieć....''
 
     
Alosza 


Pomógł: 2 razy
Wiek: 45
Dołączył: 25 Mar 2010
Posty: 158
Skąd: Katowice
Wysłany: Pon Mar 29, 2010 18:58   

dora napisał/a:
Schematy choroby takie same....tylko imiona i nazwiska sie zmieniaja


Chcecie mi powiedzieć, że nie jestem wyjątkowy? ;-)

A tak na poważnie, to było jedno z moich największych zaskoczeń na początku w AA... Miałem wrażenie, że co druga osoba opowiada właśnie o mnie. Później też dzięki temu zrozumiałem jak bezwględnym i silnym przeciwnikiem jest alkohol, że potrafi z każdego bez względu na to kim był, jakie miał wykształcenie, jaki stan majątkowy, z jakiego domu pochodził, jakie uznawał wartości, zrobić dokładnie tak samo "myślącego" i działającego alkoholika. Nasze historie czasem się różnią ale te różnice w nich to już chyba trochę kwestia przypadku, a nie świadomego działania. Przyznam się, że na samym początku trochę z góry patrzałem na alkoholików, którzy wyszli z więzienia, stracili prawo do wychowywania dzieci, czy nawet prowadzili samochód pod wpływem alkoholu i stracili prawo jazdy. Dzisiaj wiem, że to, że pewne rzeczy mi się nie przytrafiły to tylko i wyłącznie kwestia przypadków. Nie trafiłem do więzienia bo po prostu miałem szczeście nie popełnić przestępstwa, nie straciłem prawa jazdy bo akurat nikt mnie nie zatrzymał po całonocnym piciu, nie straciłem praw do opieki nad dziećmi bo po prostu ich nie mam, nie piłem denaturatu... to była tylko kwestia czasu.

Pozdrawiam,
Alosza
_________________
Wspólnota AA zrujnowała mi picie :)

3 sierpień 2008 - to pierwszy dzień mojego życia :)
 
 
     
dora 
Moderator


Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 4423
Wysłany: Pon Mar 29, 2010 19:02   

Alosza napisał/a:
nie piłem denaturatu... to była tylko kwestia czasu.

Dobrze,ze obudziles sie w odpowiednim momencie :!:
_________________
...''Pomimo łez wciąż można biec, ale trzeba tego bardzo chcieć....''
 
     
kajadda 


Pomogła: 16 razy
Wiek: 52
Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 3414
Skąd: katowice
Wysłany: Pon Mar 29, 2010 19:26   

Alosza napisał/a:
Chcecie mi powiedzieć, że nie jestem wyjątkowy?
....nieee jesteś wyjątkowy ale ja jestem bardziej..... :mrgreen: ... bedziemy się licytowali.... jakie masz asy w rękawie..... :mrgreen:
 
     
dora 
Moderator


Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 26 Mar 2010
Posty: 4423
Wysłany: Pon Mar 29, 2010 22:03   

Alosza ale Ty jestes wyjatkowy...jedyny taki egzemplarz...sam w sobie <mp3>
_________________
...''Pomimo łez wciąż można biec, ale trzeba tego bardzo chcieć....''
 
     
Mietek 
Mietek


Pomógł: 23 razy
Wiek: 69
Dołączył: 28 Mar 2010
Posty: 3734
Skąd: Grójec
Wysłany: Pon Mar 29, 2010 23:59   

Alosza napisał/a:
Dzisiaj wiem, że to, że pewne rzeczy mi się nie przytrafiły to tylko i wyłącznie kwestia przypadków

Dokładnie czuję i jestem przekonany, że w moim przypadku było podobnie.
Może dlatego mam do dziś prawo jazdy, nie byłem fizycznym przemocowcem, a może za wcześnie się przebudziłem? :-D
_________________
% mnie nie zabiły, to znak, że mam jeszcze coś do zrobienia
 
 
     
jacek78 
gadzet


Pomógł: 14 razy
Wiek: 41
Dołączył: 26 Mar 2010
Posty: 4446
Skąd: Skawina
Wysłany: Nie Sie 29, 2010 22:33   

Alosza,
Co tam u Ciebie Alosza :?: Coś Cie długo nie ma :-/
pozdrawiam <czesc>
_________________
Jacek AA



"Wszyscy wiedzą,że czegoś nie da się zrobić i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da i on to właśnie robi"
Albert Einstein
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 10